piątek, 05 lutego 2010
gacie-antygwałty
Młodsza ma w sobotę studniówkę. Wczoraj kupiłyśmy ostatnie drobiazgi. Z gatunku tych, co to nie widać ale niezbędne i konieczne. W odwiedziny do mnie przyjechała moja siostra z mężem, córką i psem. Pies wszystko obwachał, a reszta rodzinki kategorycznie zażądała prezentacji całości stroju. Młodsza więc poszła wyszykować się do próby generalnej. Siostrzenica pognała podpatrywać. Za chwilę Młodsza zeszła teatralnym krokiem ze schodów. Wszystkim zaparło dech, bo wygladała ślicznie. Szwagier z miną znawcy powiedział do córki: - No, patrz i się ucz. Bo jest taka tradycja. Musi być ładna sukienka, buty na obcasach, czerwona podwiązka i pończochy. - I gacie też? - z lekkim przerażeniem zapytała siostrzenica. -Jakie gacie? - Takie wielgaśne. I tu sprawa się rypła. Bo ostatnio Młodsza miała jazdy pt. jaka to jestem gruba i niezgrabna. I na to konto kupiła sobie stosowne majteczki. Co to z każdej zrobią piękną i powabną. A siostrzenica musiała podejrzeć, jak te gacie Młodsza wciskała na siebie. Jak szwarowi wyłumaczyłam o co chodzi, i że to ustrojstwo jest takiej urody, że cnota każdej która to wdzieje jest chroniona bardziej niż klejnoty koronne na Wawelu to stwierdził, że takie gatki też należą do tradycji! Obowiązkowo! I tu siostrzenica stwierdziła, że raczej na studniówkę nie pójdzie.
wtorek, 26 stycznia 2010
przez dziurę w płocie
Dzisiaj przez te syberyjskie mrozy gnałam do pracy jak sprinter na finiszu. Żeby sobie trochę skrócić drogę, to skorzystałam z dziury w płocie i zadowolona z pomysłu wpadłam do pracy. A tam na schodach stoi Janek i rechocze tubalnym głosem. Szczęśliwy, że mnie przyłapał na czmychaniu przez dziurę w płocie. Za chwilę przyszła sekretarka. Chichocząc, że ona też widziała jak się przepychałam przez nieszczęsny ten płot. Za nią przyszedł Boss. Stwierdził, że chyba specjalnie tak schudłam, żeby się zmieścić w tej dziurze w płocie. Ja nie wiem, czy oni wszyscy stoją w oknie i patrzą jak Bena do pracy wchodzi? Nic sie nie ukryje?
piątek, 22 stycznia 2010
diety
Na początku się wytłumaczę z milczenia. Nie pisałam, bo byłam w kiepskiej fomie i stać mnie było tylko na marudzenie. A, że nie lubię marudzić to wybrałam milczenie. A teraz z innej beczki. Wczoraj doszłam do wniosku, że świat zwariował. Z racji wykonywanego zawodu, często uczestniczę w spotkaniach, gdzie jestem jedną z nielicznych lub nawet jedyną kobietą. Wczoraj było podobnie. Najpierw część służbowa, ustalenia, negocjacje i takie tam inne. Potem była herbarka, ciasto i luźna towarzyska rozmowa. I panowie zaczęli ostro dyskutować o dietach. I plotkować, który ile kilogramów zrzucił a któremu się przytyło. I która dieta skuteczniejsza. Jeden to nawet się pochwalił, że na śniadanie je siano! Szczęka mi opadła. Bo ja zawsze myslałam, że to kobitki o takich rzeczach tylko zawzięcie rozmawiają! A już Boss mnie całkiem zaskoczył, bo gdy wracaliśmy to poprosił mnie, żebym wydrukowała mu z netu dietę kopenhaską! Normalnie świat do góry nogami! Ale, żeby nie było, że ja nie jestem normalną kobietą, to też poszukuję skutecznej diety. Takiej, żeby co najmniej przestać chudnąć! I to natychmiast.
środa, 30 grudnia 2009
i jak tu nie mieć wrzodów żołądka?
Samochodowego tematu ciąg dalszy. Młodsza wróciła z randki. Pochwaliła się, że kolega dał jej pojeździć autem. - Jechałam, ale niepewnie się czułam. - Dlaczego? - Bo była mgła i zapomniałam okularów. OSIWIEJĘ. JA PRZEZ NIĄ OSIWIEJĘ !!!
czwartek, 17 grudnia 2009
ten pierwszy raz
Dzisiaj Bena przeżyła swój pierwszy raz. I to z Bossem. Już myślałam, że mi się uda. Panowałam nad sytuacją prawie do samego końca. Końcówka mi nie wyszła. A właściwie wyszedł piękny piruet. Znając skłonność Bossa do zgryźliwego gadania,od razu warknęłam: No co? Przynudzałeś to dostarczyłam ci trochę atrakcji! Acha, nie napisałam najważniejszego. Wjechałam autem do rowu. Ja cała, auto całe i Boss też. Uważajcie na mazurskich drogach! Najbardziej zdradliwe są te białe autostrady.
piątek, 11 grudnia 2009
groźby karalne
Zdenerwował mnie kierownik budowy. Obiecał kwity dowieźć na dzisiaj. Nie zdążył. Dzwonił, tłumaczył się i przepraszał. A mnie wzięła jasna cholera. Bo terminy rozliczeń mam napięte i gonię w piętkę. Poniosło mnie i najpierw opieprzyłam a na końcu wyrwało mi się takie coś: - Jak mi pan tego nie przywiezie dzisiaj do 15, to osobiście powieszę na suchej gałęzi, nie powiem już za co!!!! - O, to by mi się chyba spodobało - odpowiedział. No, nawet zdenerwować się porządnie nie można.
sobota, 05 grudnia 2009
mózgowa zagadka
Jak wróciłam ze szkoły, to w kuchni urzędowała Młodsza z dwiema psiapsiółkami. Młodsza piekła ciasteczka, koleżanki dotrzymywały towarzystwa. Dla zabicia czasu bawiły się w "zgadnij co mam na myśli". Najlepszy hicior to: - Ja tego używam znacznie częściej niż wy - to zagadka wymyślona przez moje dziecię. - Mózg? - Bilet komunikacji miejskiej. Dostałam czkawki ze śmiechu.
środa, 02 grudnia 2009
nieufność
Od poniedziałku siedzę sobie na urlopie. Uczę się, bo egzamin już w sobotę. W przerwie poszłam do mamusi w odwiedziny, a wracając zrobiłam zakupy. Idę z wyładowaną torbą, komórka dzwoni jak najęta, a ja sobie uparcie mantruję "nie odbiore, nie odbiorę...". Mija mnie jakiś chłopak, no może ciut starszy chłopak. - Może ja pani pomogę? Aż przystanęłam z wrażenia. Gentelmen jakiś? A może ja już tak ciągnę tę siatę z zakupami, że wyglądam jak trzy ćwierci do śmierci? A może to ja już jestem w takim wieku, że pomoc się należy jak psu buda? Albo złodziej jakiś? Jak mnie odetkało ze zdziwienia to grzecznie podziękowałam: - Nie, dziękuję, dam sobie radę. - Na pewno? Ja chciałem tylko pomóc, nie ukradnę tej torby. I poszedł sobie. W myślach mi czytał czy jak? A swoją drogą może faktycznie chciał być grzeczny, a człowiek już się doszukuje drugiego dna i węszy podstęp.
sobota, 21 listopada 2009
skrót wiadomości
Strasznie długo niczego tu nie napisałam. Bo jak się zabrałam, to mi wychodziło tylko marudzenie, więc kasowałam. Ostatnio tworzę ciągle jakieś zestawienia to dzisiaj też wypunktuję. A więc po pierwsze: kariera śpiewaczki muszlowej wykazuje ostatnio niewielkie spadki. Co nie zmienia faktu, że łapiduch mnie wysyła na różniste tortury. Terminy takie, że szkoda gadać. Po drugie: Młodsza mnie torturuje paniką przedmaturalną. Cierpliwości mi brak, zwłaszcza, że to typ potrzebujący głaskania i współczucia a nie mobilizacji. Czyli inaczej niż ja. Po trzecie: w pracy już się zaczęła końcówka roku. Praca na wysokich obrotach i nie wiadomo gdzie ręce włożyć. Po czwarte: odbudować zabytek to nie jest prosta sprawa. Po piąte: kupiłam 300 drzewek i zobowiązałam się , że wymyślę jak rozplanować tereny zielone (prawie hektar terenu). Po cholerę mi to było??? Kiedy ja to zrobię? Mało mam wyzwań? Po szóste: za 2 tygodnie mam egzamin na podypolmówce. Chyba powinnam się pouczyć. Po siódme: połaziłam sobie po dachach moich zabytków. Świat z wysokości zupełnie inaczej wygląda. I nie powiem, miałam pietra jak schodziłam po drabinie. Po ósme: chciałam coś napisać o lokalnej politce. Zrezygnowałam. Ręce i nogi opadają a włos się prostuje. I to by było na tyle. Pozdrawiam zaglądających :)
sobota, 17 października 2009
reklamacja
Ja się tak nie bawię. I wcale mi się to nie podoba. Miała mnie naprawić na stałe a nie tylko na jakiś czas. No wiem, gwarancji nie dawała. A mi naprawdę nie podobają sie łazienkowe rozmowy z lwem. To znaczy ja ryczę a on nie odpowiada. Najgorsze jest to, że zbiera mnie na te rozmowy w najbardziej nieoczekiwanych momentach. I nie gadać mi tu, że jestem w ciąży, bo nie jestem! Jeny, znowu muszę iść do łapiducha. Wiem, bredzę ale znowu mi niedobrze, bleeeeeeeeeee.........
wtorek, 06 października 2009
mam myjkę i nie zawaham się jej użyć!
Złośliwość moich kolegów nie zna granic. Dzisiaj wróciłam z terenu ze służbowmi bucikami (gumiakach, gumaczkach, gumniakach czyt. do wyboru) tak upaskudzonymi, że żeby je doprowadzić do stanu używalności to wyciągnęłam myjkę ciśnieniową. Gumaki na stojak, myjka w łapę, woda na full i błoto zaczęło odpadać a buciki zaczęły pokazywać swój naturalny granatowy kolor. Wraz ze spływajacym błotem kolegom zaczęła dopisywać ich wrodzona elokwencja i skłonność do fantazjowania. A że im nie przeszkadzałam w fanazjowaniu to wymyślili, że szoruję butki, bo przyjechała telewizja (a przyjechała z powodu ogólnopolskiego skandalu). I żebym tak sie nie starała, bo oni i tak mnie zdejmują od pasa w górę. I, że tak nie może być. Bo to, że w każdej gazecie, którą oni czytają jest fotka z Beną, to oni się przyzwyczaili, ale żeby jeszcze i w telewizorni Bena, to oni mają tego dosyć. Oni protestują i kategorycznie zabraniają. I tu już nie zdzierżyłam. Chlusnęłam wodą po ich butach i wycedziłam: - To może pora czytać miejscową gazetę częściej niż raz do roku? I was w telewizji nie pokażą! Jeden z nich odważnie zapytał: - A dlaczego niby nie? - Bo brzydki jesteś! I się rozeszli. Bo myjka ciągle była w mojej łapie, gotowa do uruchomienia.
czwartek, 01 października 2009
cenzura jakaś czy co?
A niech to! Był wpis i znowu go zeżarło. Nawet sobie pomarudzić nie można bo pilnują i nie pozwolą opublikować. Niech mnie ktoś przytuli !!!
piątek, 25 września 2009
góralskie korale
Starsza wróciła z gór. W prezencie przywiozła mi korale. Turkusowe. I to nie jest ulubiony rodzaj ozdób, które noszę. Dziś ozdobiłam szyję tymi kuleczkami. To co zobaczyłam w lustrze nie bardzo przypadło mi do gustu. Ale nie zdjęłam, przyszłam do pracy wystrojona w korale. I od rana zbieram komplementy. Od żeńskiej i męskiej części załogi. Jak to jest? Mi się nie podoba a inni twierdzą, że wyglądam w tym super? 
wtorek, 22 września 2009
kabelkowa historia
Miało go tam nie być. Kabla energetycznego. Ale był i chyba cudem nikogo nie zabiło. A ja dostałam niezły problem do rozwiązania. Od rana siedziałam ze słuchawką przyklejoną do ucha i wydzwaniałam gdzie tylko się da, żeby wyprostować ten kabel, co to nie powinien a jest. Pod koniec dnia byłam już na etapie ścigania wykonawcy od kopania rowków pod kabel. Relikt jakiś. Bezkomórkowy. W sensie, ze komórki nie posiada. I jak w końcu ktoś odebrał telefon stacjonarny, to z prędkością karabinu maszynowego rzuciłam kilka uwag na temat braku łączności bezkabelkowej i wyłuszczyłam o co mi chodzi. A chodziło głównie o to, że za ile i kiedy może zacząć kopać. I pan mi odmówił. Powiedział, że on nie będzie żadnych rowów kopał, nawet dla mnie. Zdębiałam, bo kilka dni temu pan był bardzo chętny. Nie będzie kopał, bo on nie jest pan Iksiński od kabelków i ma końcówkę numeru 43 a nie 34. Ale pana Iksińskiego zna i wszystko mu przekaże. I się rozłączył. A ja zdębiałam powtórnie. - Co? już nawet kolegów wykonawców nie oszczędzasz i opieprzasz? - litościwie rzuciła Koleżanka pracowa.
piątek, 18 września 2009
łeeeee tam
Do nowego to ja przeważnie z zaciekawieniem. Ale ten nowy blox wcale mnie nie zaciekawia. Odpycha. I gdzie się podziała dzisiejsza moja notka???? P.S. A tę notkę dla odmiany opublikowało mi podwójnie. Musiałam wykasować. Niech sie lepiej postarają, bo całkiem przestanę.
|
|